O Babarze Wachowicz piszą

Agnieszka Osiecka

Barbara Wachowicz jest wybitną i kto wie czy nie najwybitniejszą popularyzatorką polskości w Polsce. Bo w Polsce mało kto umie pisać o polskości tak, żeby to było zrozumiałe, pełne wdzięku i żeby nie ocierało się o kicz. Poza tym z jej pracowitych i pracochłonnych książek można się niezwykle wiele nauczyć i niemało razy wzruszyć. To jest taki przewodnik po duszy polskiej, taka rozmarynowa biblijka.

Barbara Wachowicz to jest polski ghost-writer, czyli pisarz-duch, a raczej pisarka-duszka. Ghost-writer, postać literacka rozpowszechniona za oceanem, to jest ktoś, kto wybitnym literatom pomaga napisać coś, czego nie umieli, nie chcieli albo zapomnieli napisać. Barbara Wachowicz nie zajmuje się byle kim. Jej literackie miłości to Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Sienkiewicz, Kasprowicz - same tuzy. Taki Mickiewicz na przykład: grykę czy dzięcielinę opisał, a już nagietki czy maki puścił w trąbę. Basia każde takie niechlujstwo wyszpera i naprawi. Zamazane pejzaże litewskich, podlaskich i podhalańskich dworków po jej energicznym literackim najeździe stają przed naszymi oczami jak żywe.

Janusz St. Pasierb tak spointował swoje rozważania o twórczości Barbary Wachowicz: "Nie jest archeologiem, choć tak sumiennie pracuje; to co nam ukazuje i przekazuje, to nie są wykopaliska, ale świadectwa życia". "Malwy na lewadach", "Marie jego życia", "Czas nasturcji" - te i inne książki, eseje, spotkania - wszystko to były "hity". Odrębną pasją Barbary Wachowicz jest fotografika. Album, który ostatnio wydała, nazywa się "W ojczyźnie serce me zostało". Bohaterką tego albumu jest tęsknota. Obiektyw starannie i wrażliwie ukazuje ją poprzez pejzaż. Delikatne obrazki parku i rzeczki w Jaszunach, silny rysunek bramy na Piazza del Popolo i wiele innych zdjęć-sztychów, niczym osobliwy seans, pomaga włączyć się w krwiobieg wielkich mistrzów. Prywatnie Barbara lubi fiolety, i słusznie.